×
Byłam w Barcelonie i...

Byłam w Barcelonie i...

... nuciłam "Bliżej słońca, bliżej gwiazd, tutaj wszystko może się stać..."
Wjeżdżając do Barcelony rozglądałam się na wszystkie możliwe strony. Autokar był pełen zmęczonych długą podróżą ludzi, a ja zastanawiałam się co takiego spotka mnie w tym mieście. Moja wizyta nie była wcześniej zaplanowana, nie miałam zarezerwowanego żadnego miejsca noclegowego, a noga bolała. Nie wiedziałam nawet, czy coś uda mi się na spokojnie zwiedzić. W słuchawkach leciała piosenka polskiego zespołu Pectus, za oknem przesuwały się miejskie krajobrazy, a ja czułam, że będzie lepiej niż być powinno.

... bawiłam się wodą na Placu Katalońskim (Plaça de Catalunya)
Uwielbiam fontanny. Szczególnie w taki gorący, słoneczny dzień, kiedy żar aż leje się z nieba. Woda działała na mnie orzeźwiająco, a do tego pięknie prezentowała się na zdjęciach. Zabawa nią była ukojeniem dla spieczonego ciała. Czego miałam chcieć więcej? Chlapanie się wodą w miejskich fontannach to coś, obok czego nie mogłam przejść obojętnie. To dlatego było to jedyne miejsce, które zobaczyłam podczas pierwszego wieczoru w Barcelonie. Na więcej nie pozwoliła mi spuchnięta noga.


... zachwycałam się architekturą 
Barcelona to raj dla architektów lub osób, które się po prostu tym interesują. Te wszystkie (no dobra, nie wszystkie) budynki zrobiły na mnie ogromne wrażenie. Były niesamowite. Część z nich była nowsza, część starsza. Nie sposób było iść i nie zwracać uwagi na ich fasady. Okna, drzwi, balkony, wieże, schody, gzymsy. Dla każdego coś miłego. Każdy znajdzie tu coś unikalnego, coś tylko dla siebie. Jakiś rzucający się w oczy detal architektoniczny, uroczy hostel wciśnięty pomiędzy sąsiednie budynki, czy małą, przytulną knajpkę.  


... próbowałam uchwycić na zdjęciu ogromny Plaça d'Espanya i wysokie Torres Venecianes
Uwierz mi, to wcale nie było takie proste! Ustawiłam się w nieodpowiednim miejscu, kąt był zły i albo czegoś brakowało, albo czegoś było za dużo. Co chwilę ktoś przechodził, przebiegał albo przejeżdżał wysoki autokar. Ostatecznie poszłam na łatwiznę i postawiłam na ten najbardziej rozpoznawalny widok, czyli ujęcie prosto z Plaça de les Cascades.


... podziwiałam Pałac Narodowy (Palau Nacional
Co za wielkość, co za położenie! Ten budynek wzbudził we mnie respekt. Jak dobrze, że były tam ruchome schody. Inaczej za nic w świecie nie dałabym rady wdrapać się z moją nogą. Niestety fontanny były akurat czyszczone, więc nie mogłam zobaczyć widowiska dla którego tam poszłam. Może innym razem.  


... rozkoszowałam się widokiem ze wzgórza
Miasta widziane z góry są dla mnie czymś niezwykłym. Ich architektura, punkty orientacyjne, dachy budynków. To wszystko jest wówczas na wyciągnięcie ręki. Miasto wygląda wtedy jakoś inaczej, bardziej zjawiskowo, bardziej zachęcająco. Barcelona z punktu widokowego mnie urzekła. W słoneczny dzień prezentowała się pięknie. Tak po prostu pięknie. Bez zbędnych słów mogłam ją podziwiać i fotografować. I to mnie ogromnie cieszyło. 


... poszukiwałam cienia w Jardins de Laribal
Odpoczynek zdecydowanie mi się należał, a te ogrody po prostu kusiły swoim zapachem i wyglądem. Nie mogłam przejść obok nich obojętnie. Wąskie, piaszczyste alejki przeplatały się z tymi szerszymi, wyłożonymi kostką. Wysokie palmy sąsiadowały z niskimi krzakami. Ławki z oparciami umieszczone były przy fontannie dającej powiew chłodnej wody.


... próbowałam rozpoznawać gatunki roślin
Barcelona zaskoczyła mnie ilością zieleni. Nie spodziewałam się jej tam aż tak dużo. Palmy, pachnące kwiaty, drzewka z przepięknymi różowymi kwiatami i z dziwnymi puchowymi kłębami. Drzewa dawały cień, a do tego były wkomponowane w wizerunek miasta. Pasowały do niego. Ogrody, parki, a nawet przydrożna roślinność. Na trawnikach leżeli ludzie i odpoczywali od codziennego zgiełku. Żyć, nie umierać. 


... spacerowałam nad wodą
Morze Śródziemne było moim barcelońskim celem. Wiedziałam, że choćby nie wiem co, to muszę tam dotrzeć. Nigdy wcześniej nie widziałam tego akwenu wodnego, a poza tym byłam ogromnie ciekawa jak prezentują się te znane plaże Barcelony. To co zobaczyłam, przerosło moje oczekiwania. Ludzi było mnóstwo. Takie dosłowne MNÓSTWO. Było ich o wiele więcej niż nad polskim morzem latem. Platja de la Barceloneta już zawsze będzie kojarzyła mi się z tłumem i hałasem.


... przyglądałam się ludziom
Dawno nie spotkałam tak różnorodnego środowiska osób jak właśnie w Barcelonie. Przekrój społeczny był bardzo duży, a na ulicach słyszałam nie tylko hiszpański, kataloński, angielski, polski, niemiecki, francuski, rosyjski czy japoński, ale również wiele innych, których nie rozumiałam. Mijałam osoby o różnych kolorach skóry, o różnych strojach, fryzurach, zainteresowaniach. Spotkałam osoby jeżdżące na deskorolkach, rowerach, rolkach. Niektórzy spacerowali, biegali, grali w siatkówkę, uprawiali sporty wodne, robili bańki mydlane, sprzedawali owocowe sałatki czy grali na instrumentach. Widziałam turystów skaczących do zdjęć, plażowiczów wygrzewających się w słońcu, matki z roześmianymi dziećmi. Podziwiałam wielkie jachty z egzotycznymi flagami i egzotyczną załogą. Szczerze? Wróciłabym do Barcelony choćby po to, aby bliżej przyjrzeć się ludziom. 


... zmieniłam zdanie o tym mieście
Jeśli obserwujesz tego bloga już od dłuższego czasu to może pamiętasz, że zawsze mówiłam o swojej obojętności do Barcelony. Wydawała mi się ona przereklamowana, a mnie do niej nie ciągnęło. Chyba nie do końca wiedziałam, co wtedy mówiłam. Żałuję, że moja pierwsza wizyta w stolicy Katalonii była tak niedopracowana i chaotyczna, ale jednocześnie cieszę się, że w końcu miała ona miejsce. Barcelona przypadła mi do gustu i pozytywnie mnie zaskoczyła. Jest miastem, w którym ciągle coś się dzieje, w którym jest wiele do zobaczenia i dzięki temu wciąż można okrywać coś nowego. Jest ciepło, słonecznie i wyjątkowo. Czy chciałabym tam zamieszkać? No właśnie nie. Te tłumy osób mi przeszkadzały. Odczułam ich obecność o wiele bardziej niż na przykład w Paryżu, Rzymie czy Amsterdamie. Nie mam jednak pojęcia z czego to wynika. 
Podróż do Barcelony jednak gorąco polecam!

Swoją drogą, na tym zdjęciu doskonale widać jak bardzo słońce rozjaśniło moje włosy po Camino del Norte :)
... zastanawiam się, czy na pewno tam byłam
Dlaczego? Nie widziałam bowiem Park Güell, La Sagrada FamíliaPalau GüellLa Rambla i kilku innych bardzo znanych miejsc. Podobno "Kto nie zobaczył Sagrady Familii, nie zobaczył Barcelony". To trochę jak być w Paryżu i nie zobaczyć wieży, prawda? Może zatem byłam w Barcelonie, ale jej tak naprawdę nie zobaczyłam? Bywa i tak. Nic na to już nie poradzę. 



A Ty co ciekawego robiłaś/eś w Barcelonie?
Copyright © 2016 Kinga On Tour , Blogger